16-letnia Ania uzdrowiona przed Najświętszym Sakramentem

Wszystko zaczęło się podczas tragicznego powrotu z koncertu „Jednego serca, jednego ducha”, który miał miejsce w Rzeszowie. Wracaliśmy wraz z księdzem i małą grupką osób z mojej miejscowości, gdy około godziny pierwszej w nocy, wjechał w nas 19-letni chłopak, który był pod wpływem alkoholu. Dzięki Bogu nikomu nic poważnego się nie stało, poza moim bratem, który był poobijany i mną. Uderzyłam twarzą o siedzenie w wyniku czego złamałam szczękę.
Pan Jezus i tak mocno nade mną czuwał, ponieważ jak się później okazało złamałam ją w takim miejscu, które nie koniecznie trzeba było operować. Przeszłam tylko zabieg założenia wyciągu miedzy szczękowego. Przez 2 tygodnie w ogóle nie otwierałam buzi, którą miałam unieruchomioną drutami. Sprawiało mi to dodatkowy ból, gdyż druty kaleczyły moje policzki.

Po 2 tygodniach ściągnięto mi wyciąg. Na nowo uczyłam się otwierać buzię, ponieważ wszystko się zastało. Rehabilitacja na początku przebiegała bardzo szybko, lecz niestety zatrzymała się na pewnym etapie i nie było postępu. Okazało się że pomimo rehabilitacji pozostał szczękościsk, który uniemożliwiał mi normalne funkcjonowanie. Nie mogłam jeść, wszystko drobiłam na kawałki, jadłam małą łyżeczką, nie mogłam śpiewać ani grać na flecie poprzecznym. Kiedy uświadomiłam sobie, że tak naprawdę nie mogę nic konkretnego robić, nie mogę grać na flecie ani śpiewać, znienawidziłam tego chłopaka, który nas skrzywdził powodując wypadek po pijanemu. Myślałam o tym całymi dniami. Nie mogłam sobie z tym kompletnie poradzić.

Zbliżał się wyjazd do Dębowca na Saletyńskie Spotkanie Młodych, na który już od dawna czekałam. Stanął on jednak pod wielkim znakiem zapytania, gdyż musiałam codziennie chodzić na rehabilitację. Inaczej groziła mi operacja. Mój lekarz ostatecznie zgodził się na wyjazd, ale pod warunkiem, że zaraz po powrocie, jeszcze w tym samym dniu stawię się u niego na wizycie. Udało się! Dotarłam do Dębowca i już na samym początku Pan Jezus dotknął mnie w sakramencie pokuty. Przez usta kapłana powiedział, że nie przyjechałam tu na daremnie, i że ma wobec mnie plan. Jak się później okazało, był to plan dość poważny.

W piątek wieczorem odbywał się koncert uwielbienia. Zaczęliśmy tańczyć dla Pana. W pewnym momencie usłyszałam słowa: „Oddaj Jezusowi wszystko to, co Ci przeszkadza go uwielbiać, zawierz mu wszystkie choroby, problemy”.
Pomyślałam: „Panie Jezu, może za wiele wymagam, bo przecież nie cierpię tak, że się nie da wytrzymać, ale pozwól mi Cię uwielbiać. Zabierz ode mnie ten ból”. Wszyscy zaczęli śpiewać. I w tym momencie poczułam ciepło na policzku.

Poczułam, że wszystko mi puściło w buzi. Dotknęłam twarzy i nie odczuwałam już mrowienia, które mi nieustannie towarzyszyło, od czasu ściągnięcia drutów i czasami było nie do zniesienia. Zaczęłam śpiewać, ruszać szczęką na wszystkie możliwe strony. Wtedy zrozumiałam, że Jezus mnie uzdrowił! Pokazał mi, że nie jestem mu obojętna.

Kiedy klęczałam przed Najświętszym Sakramentem wpatrując się w żywego Jezusa, uświadomiłam sobie, że 2000 lat temu Jezus umarł za nas na krzyżu dla naszego zbawienia, wybacza mi za każdym razem kiedy go ranie. Klęcząc, zrobiło mi się wstyd, że ja nie potrafię zdobyć się na tyle odwagi, żeby przebaczyć temu chłopakowi który nas skrzywdził. Zaczęłam w tedy tak bardzo płakać, a Jezus zrobił znowu niesamowitą rzecz. Przyszedł do mnie w drugim człowieku i przytulił mówiąc, żebym się nie martwiła, bo będzie dobrze. Jezus jest niesamowity! Trzeba mu po prostu zaufać, a nasze życie będzie niesamowite. Trzymajcie się! Ania.
źródło: cudajezusa.pl

You may also like...

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *