News will be here

Życie ma sens tylko dzięki wierze

Przebywając przez dwa lata we Włoszech, doświadczyłam wartości wiary, dzięki której moje życie jest piękne i ma swój cel.

W lipcu 2000 r. przyjechałam do pięknej miejscowości – Ravello, gdzie kontakt z pięknem przyrody wyniósł mnie na wyżyny duchowe. Żyłam i oddychałam pięknem stworzenia i jego Stwórcy. Tam też, w jednym z kościołów, przeczytałam list napisany przez rodziców do swoich dzieci. Wiele razy go czytałam i pomyślałam, że jest wart przytoczenia.

Oto jego treść:

Kochane dzieci,

przebaczcie nam, że do tej pory kazaliśmy wam wierzyć, iż tyko praca i kariera są potrzebne do szczęścia.

Przebaczcie, że przekazaliśmy wam rzeczy, pieniądze, a nie Boże wartości.

Przebaczcie, że uczyliśmy was drogi łatwej, a nie właściwej drogi wiary.

Przebaczcie, że poświęciliśmy więcej czasu na krytykowanie niż na dawanie dobrego przykładu.

Przebaczcie, że wybraliśmy pogoń za pieniędzmi, aby zyskać kilka groszy więcej.

Przebaczcie, że nie znajdywaliśmy nigdy czasu, by popatrzeć wam w oczy, by porozmawiać, wspólnie się pomodlić, by cieszyć się sobą.

Przebaczcie, że pomyliliśmy drogi, pomnażaliśmy rzeczy i że pozbawiliśmy was miłości.

Przebaczcie, że nie daliśmy wam tego, co najcenniejsze – wiary w Boga.
Mam obecnie 25 lat. Moje życie nie było usłane różami: tato pił, a ja poważnie chorowałam, ale dzięki głębokiej wierze mojej mamy jakoś przebrnęliśmy przez te problemy. Mama była zwykłą i prostą kobietą, ponad wszystko kochającą Boga. Często, gdy wracam wspomnieniami do swego dzieciństwa, ogarnia mnie smutek: tyle nieprzespanych nocy, brak pieniędzy na podstawowe potrzeby, wstyd za ojca pijaka, a potem moja choroba – padaczka. Myślę, że nie dałabym rady, gdyby nie wiara mojej mamy, która była dla mnie wzorem cierpliwości i nadziei. Do dziś pamiętam ją z różańcem w ręku, rozpoczynającą każdy dzień rozważaniem drogi krzyżowej. Gdy szła do pracy, to zawsze z modlitwą na ustach. Przyjemnie było patrzeć na naszą mamę, gdyż miała ona w sobie coś nadzwyczajnego – kochała Boga całym sercem i dzięki temu potrafiła unieść ciężki krzyż swego życia. Patrząc na nią, uczyłam się tego samego.

Mając 13 lat, zachorowałam na padaczkę. Mój świat bardzo się wówczas zmienił i gdyby nie moc Boża, którą czerpałam z codziennej modlitwy, pewnie popełniłabym jakieś głupstwo. Ciężar tej choroby był dla mnie nie do zniesienia. Ale w tych trudnych chwilach miałam Boga – mojego Przyjaciela, Pana i Zbawcę. Miałam także wsparcie ze strony mamy, jej modlitwę oraz nadzieję. Dzięki temu znacznie łatwiej było mi żyć. Z czasem zrozumiałam, że Jezus potrzebował z mojej strony tej odrobiny zbawczego cierpienia. Myślałam też o życiu zakonnym, jednak moim powołaniem okazało się małżeństwo.

Obecnie jestem szczęśliwą żoną. Oboje z mężem oczekujemy narodzin naszego dziecka, a ja proszę Boga, by ono ponad wszystko umiłowało Jego, by szło Jego drogami i żyło radością Ewangelii. Tego pragnę dla naszego dziecka, bo wiem, że dzięki temu będzie szczęśliwe, tak jak ja.

Dziś moje życie ma sens przede wszystkim dzięki wierze mojej mamy, dlatego zwracam się do wszystkich rodziców: wychowujcie wasze dzieci w wierze, dajcie im dobry przykład swojego życia – takiego, w którym Pan Bóg jest na pierwszym miejscu! Dzisiaj bowiem, w świecie moralnego luzu i rozpasanego konsumpcjonizmu, bardzo potrzeba rodzin, które będą się codziennie modlić i żyć zasadami Ewangelii, by w ten sposób chronić się przed grzechem, złem oraz życiowymi tragediami własnych dzieci. Myślę, że to jedyny sposób na udane życie i szczęście.
Grażyna
źródło: milujciesie.org.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *