Czy istnieje lek na zdradę?

Osoby zajmujące się rozwojem osobistym w Polsce zapewne będą jeszcze przez jakiś czas borykać się z wizerunkiem „sprzedawców rozwoju”, czy pseudo – specjalistów, którzy na temat naszych problemów wiedzą więcej od nas samych. Wcześniej czy później społeczeństwo dokona weryfikacji. Dojdzie do niej poprzez efektywność działań mentorów w obszarach pozornie niezwiązanych z ich profesją. Chodzi tu między innymi o problem zdrady małżeńskiej. Czy da się go rozwiązać przy pomocy mentoringu?
Na to pytanie odpowiada polski finansista i analityk biznesowy Krzysztof Sadecki, trener mentalny i publicysta, redaktor naczelny magazynu Businessman Today, autor bestsellera „Poznaj siebie”, twórca strategii rozwojowej „Innerbuilding”.

Wśród zarzutów kierowanych przeciwko osobom, które zawodowo zajmują się rozwojem osobistym, tym najczęściej powtarzanym jest oderwanie od realiów. Winę za taki stan rzeczy ponoszą ludzie nieprzygotowani do pracy coacha lub trenera mentalnego. Są to osoby, które nie do końca rozumieją rolę, którą próbują odegrać. Problem w tym, że pewne procesy zachodzą niezależnie od naszej woli. Jedyne co możemy zrobić to ciężko nad sobą pracować. Tylko w ten sposób możemy uniknąć problemów w relacjach małżeńskich. Jednym z nich niewątpliwie jest szeroko pojmowana zdrada.

– Możemy przypuszczać, że problem zdrady istnieje od zarania dziejów – mówi Sadecki. – By móc go jakoś ująć możemy posłużyć się statystyką. Zobaczymy wówczas, że zdrada zaczyna się od stanu świadomości i to niezwiązanego często z kontaktem fizycznym. Według badań, osób które przyznają się do tego, że będąc w związku zakochało się w kimś innym jest o 20 procent więcej niż tych, które dopuściły się zdrady fizycznej. Oznacza to, że wierność pojmujemy w bardzo wąskim zakresie, do którego na ogół nie zaliczamy sfery emocjonalnej. A jeśli jest ona zaniedbywana w tak newralgicznej dziedzinie to oznacza, że w relacjach małżeńskich lub partnerskich również nie przywiązujemy do emocji należytej uwagi. – kontynuuje trener mentalny.

Inteligencja emocjonalna
Miłość w małżeństwie lub związku partnerskim w większości wypadków poprzedza przyjaźń – oczywiście nie zawsze tak jest, ale ponieważ mówimy tu o właściwych dla naszej kultury tendencjach to należy stwierdzić, że jednym z symptomów odnoszących się do naszego stanu świadomości związanym ze zjawiskiem zdrady jest zmiana bliskości w relacji. Współmałżonek bądź partner po prostu przestaje być w naszych oczach najlepszym przyjacielem – nagle znika ochota dzielenia się z nim tym co leży w głębi naszego serca. Najbliższa nam osoba zamienia się w towarzysza życia, kogoś stale obecnego, a przez to powszedniejącego.

– Tym, co powinno nam w takim momencie przyjść z pomocą jest przede wszystkim inteligencja emocjonalna – analizuje Krzysztof Sadecki. – Ona daje nam umiejętność określenia własnego stanu emocjonalnego i zdolność do przewidywania nadchodzących emocji, a co za tym idzie możliwych decyzji jakie pod wpływem tych emocji mogą zostać podjęte. Oczywiście, niektórzy z nas rodzą się inteligentni emocjonalnie, inni odkrywają ją w sobie w trakcie pracy nad sobą i uzyskiwaniu dystansu do siebie. Umiejętność obserwowania swoich reakcji nie musi mieć oczywiście specjalnie emocjonalnego podłoża, wszak to co zaobserwujemy traktujemy obiektywnie. Inteligencja emocjonalna jednak na pewno powie nam by się zatrzymać, rozejrzeć i spróbować przewidzieć co się stanie. – stwierdza analityk.

Zdrada w pracy
Określenie „zatrzymać” nie zostało tu użyte przypadkowo – szara codzienność zbyt łatwo pochłania naszą uwagę. Obdarzamy naszą energią szereg wartości, a swoje najważniejsze relacje oraz partnera/współmałżonka dopiero potem. Podczas posiłku z partnerem sprawdzamy sytuację w mediach społecznościowych, rano z kolei czytamy pocztę i wiadomości w telefonie, zanim śpiąca obok nas osoba będzie gotowa by powiedzieć jej „dzień dobry”. Wpadnięcie w taki schemat powoduje, że nasz świat wewnętrzny bez jakichś „podejrzanych” działań zaczyna izolować się od świata, w którym jeszcze trwa związek. I ten świat przestaje mieć cokolwiek wspólnego z naszym partnerem. To pierwszy krok na drodze do rozpadu relacji.

– W gruncie rzeczy zdajemy sobie sprawę z tego zagrożenia, aby to stwierdzić wystarczy znów spojrzeć na statystyki – tłumaczy autor „Poznaj siebie”. – Blisko 90procent kobiet bardziej niż fizycznej zdrady obawia się romansu emocjonalnego. Jest tak, ponieważ w większości doskonale wiemy, że potrzeby seksualne rządzą się różnymi prawami, natomiast emocjonalne są na ich tle jednoznaczne. Na poziomie uczuć romans przytrafia się osobom, które poszukują ciepła, bliskości i miłości. I znajdują je coraz częściej nie tyle poza domem, czy podczas uprawiania hobby (na przykład na siłowni), a w swoim środowisku pracy. Badania wskazują, że do zdrady w miejscu pracy dochodzi w 60 procentach przypadków. – podkreśla Sadecki.

Wszyscy tak robią?
Kiedy zaczynamy emocjonalnie wiązać się z inną osobą, przejmować się jej opinią i szukać porady w sprawach osobistych albo życiowych emocje partnera schodzą wówczas na dalszy plan. Możemy tego nie dostrzec nie dbając o swoisty dystans do swoich poczynań i emocji. Jeśli z jednej strony związek, w którym jesteśmy trwa na jałowym biegu, a z drugiej prowadzimy bujne życie emocjonalne w budynku firmy to po jakimś czasie pojawi się potrzeba romantycznych przeżyć. Jednakże zamiast skierować tę potrzebę na partnera lub partnerkę, kierujemy ją na osoby, z którymi zdążyliśmy się emocjonalnie zbliżyć oraz przy których nasze emocje są świeże i żywe. Powoli osiągamy kolejny etap rozpadu relacji związku – zaczynamy fantazjować o zbliżeniu, myśleć jak byłoby na ewentualnej randce. I nie widzimy w tych fantazjach niczego szczególnego – zwykle włącza się mechanizm pod tytułem „na pewno wszyscy tak robią”. Potem zaś zaczyna się romans, który szybko może przekształcić się w dłuższą relację.

– Gdyby przenieść się w czasie i sprawdzić co się właściwie stało, co doprowadziło do takiej sytuacji, gdzie i jak przejawiają się braki w związku może jeszcze udałoby się wszystkiemu zaradzić – kontynuuje Sadecki. – Ale jeśli nie panujemy nad sobą na tyle, by móc skontrolować swoje życie emocjonalne i dostrzec w nim braków, znajdziemy się wśród tych osób, które w podobnym momencie mają przekonanie, iż nie mają innego wyjścia jak tylko zdradzić. Tłumaczą, że zostały do tego zmuszone przez partnerów. Nie zawsze jednak jest tak, że jesteśmy traktowani inaczej niżbyśmy chcieli. Po prostu sami nie wyrażamy swoich uczuć dostatecznie otwarcie. Gdybyśmy to robili, najprawdopodobniej otrzymalibyśmy to czego potrzebujemy. Pamiętajmy, że podstawą dojrzałych relacji jest szczerość i otwartość. – przypomina rozmówca.

Nie wystarczy być
Kolejnym warunkiem sprzyjającym obumieraniu bliskich relacji jest dość powszechne przekonanie, że związek to coś co po prostu jest i będzie trwać samoistnie – wystarczy, że się w nim znajdziemy. Rzeczywistość potrafi to przekonanie brutalnie zweryfikować. Praca nad sobą uczy nas, że wszystko czym będziemy się w życiu cieszyć najpierw musimy sobie samodzielnie wypracować. Ta reguła nie omija też związków partnerskich i małżeństw, o które należy dbać przez cały czas trwania, a nie tylko w chwili gdy staramy się o ich zawiązanie. Jak? Pamiętajmy, że jedną z najczęstszych propozycji w sytuacji zagrożenia związku brzmi „zróbcie coś razem”.

– Tradycyjny model, w którym więź podtrzymujemy poprzez świeżość uczuć, a potem przez pojawianie się kolejnych dzieci, w dzisiejszych czasach nie jest do końca aktualny. Dlatego właśnie podtrzymywanie odpowiedniej temperatury w związku wymaga więcej pracy niż przypuszczamy – kontynuuje Krzysztof Sadecki. – Mamy do czynienia z różnymi rodzajami związków, nie zawsze podlegających jakiejś zwyczajowej klasyfikacji i z bardzo zróżnicowanym środowiskiem, odmiennym od tego w jakim społeczeństwo funkcjonowało jeszcze 10-15 lat temu. Żyjemy w erze sprzecznych ze sobą narracji, na dodatek osadzonych w wirtualnym świecie, gdzie powszechna chęć zarabiania na sensacjach wypacza ideę przekazu i niszczy zjawisko pedagogiki społecznej. Mimowolnie narażamy się na zatracenie wzorców – naszą uwagę pochłaniają reklamy obrazujące komfort i marketingowe wizje życia bez problemów. I na takim tle postrzegamy zdradę w niesłychanie wąskim zakresie, jako coś mechanicznego, rzutującego przez pewien okres czasu na nasze emocje. Tym, o czym zapominamy jest stare powiedzenie – nie ufaj ludziom, którzy Cię okłamują i nie okłamuj ludzi, którym ufasz. – mówi coach.

Moje jest nasze.
Problemy w małżeństwie nie są problemami tylko jednego ze współmałżonków – jej problemy są ich problemami, podobnie jak jego problemy. Zresztą – gdzie partnerzy mieliby o nich rozmawiać w pierwszej kolejności jak w przestrzeni swojej relacji? W końcu współodpowiedzialność za związek i wszystko co się z nią wiąże można określić w taki sposób, że indywidualność współmałżonków w pewien subtelny sposób zostaje zawieszona i oboje są „tylko” równoprawnymi modułami dwuosobowej istoty, która może przekształcić się w rodzinę. Tak samo jest w związku partnerskim, tyle że w pewien sposób „nieoficjalnie”. I jeśli relacja ulega rozpadowi, to zrobienie „kroku w tył”, cofnięcie się do okresu z przed związku przynosi mentalny ból wywołany rozpadem tego, czym było oboje partnerów. Proces ten z pewnością można nazwać obumieraniem. Analoga dotycząca śmierci jest tu jak najbardziej adekwatna. Oprócz związku, w przypadku zdrady bezpowrotnie umiera w nas wizja drugiej osoby. Mało tego, reakcja na zdradę jest niemal identyczna jak reakcja na śmierć kogoś bliskiego – składa się z tych samych pięciu etapów:
1. Zaprzeczenia (Nie, to nie może być prawda. To na pewno jakaś pomyłka.)
2. Gniewu (Za co to spotyka akurat mnie? Są na tym świecie gorsi ludzie, którzy na to zasłużyli.)
3. Targowania (Jak bardziej o siebie zadbam, to może sytuacja się poprawi.)
4. Depresji (To wszystko nie ma sensu, świat też, moje życie tym bardziej.)
5. Akceptacji (Nic nie zrobię, nic nie zmienię, muszę pogodzić się z losem.)

– Kiedy weźmiemy to wszystko pod uwagę, łatwiej zrozumieć konieczność bycia konsekwentnym, odpowiedzialnym za swoje decyzje. Jeśli decydujemy się na związek, szanujmy go i po prostu pamiętajmy, że w ogólnym rozrachunku niemal każdemu łatwiej pogodzić się ze śmiercią niż ze zdradą. – konkluduje Krzysztof Sadecki.
Grzegorz Sikora

You may also like...

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *