News will be here

Cud uzdrowienia za wstawiennictwem św. Szarbela – świadectwo

św. Szarbel o Sądzie przed Bogiem

Lekarz przekazał bardzo złą wiadomość -stan chorego jest krytyczny. Jeżeli przeżyje, to może was nie rozpoznać, jak też być innym człowiekiem – niepełnosprawnym fizycznie i umysłowo, najprawdopodobniej będzie „rośliną”.
16 października 2016 r. wracaliśmy z mężem z niedzielnej Mszy św. Mąż bardzo źle się poczuł, więc szybko wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do szpitala. Ratownicy natychmiast zawieźli Jurka na oddział kardiologii, bo nadszedł trzeci zawał serca. Zabrali go na koronografię. Była wtedy godzina Bożego miłosierdzia. Razem z dziećmi i rodziną modliliśmy się Koronką do miłosierdzia Bożego.

Z sali operacyjnej wyszła pani doktor i powiedziała – „Bardzo mi przykro, ustała akcja serca, mąż jest reanimowany”. Łzy popłynęły mi po policzkach. Wzywałam Ducha Świętego, by prowadził ręce lekarza, który reanimował Jurka. Prosiłam Matkę Bożą i wszystkich świętych o pomoc. Mówiłam też: „Jezu, ufam Tobie! Niech Twoja wola się dokona, tylko daj mi i wszystkim tu obecnym wsparcie”.

Po zakończonej 15-minutowej reanimacji zaintubowanego męża zawieziono na oddział intensywnej terapii. Gdy podszedł do nas zespół reanimacyjny, usłyszeliśmy: „Pacjent żyje, ale w 100% oddycha za niego respirator”. Podziękowałam lekarzom, a córka zapytała: „Co dalej…?”. Pan doktor odpowiedział: „My jako zespół zrobiliśmy wszystko, a reszta zależy od Góry”.

Lekarz poinformował nas o krytycznym stanie męża, dodał też, że jeśli przeżyje, najprawdopodobniej będzie „rośliną”.

Na OIOM-ie mąż leżał od 16 października do 8 listopada zaintubowany, w śpiączce farmakologicznej. Cztery razy lekarze podejmowali próbę jego rozintubowania,ale za każdym razem Jurek wpadał w obrzęk płuc, po czym ponownie oddychał za niego respirator. 1 listopada decyzją lekarzy mąż został zoperowany, ponieważ  w udzie utworzyła mu się przetoka tętniczo-żylna.

Przed operacją wzywałam św. Szarbela, czyniąc na czole Jurka znak krzyża. O godz. 19 pani doktor podeszła do nas i powiedziała, że ja i córki powinnyśmy wejść, aby się pożegnać, gdyż organizm męża „odmawia posłuszeństwa”.

Jurek leżał podłączony pod sprzęt, a woda stała na całym jego ciele jak krople na szybie podczas deszczu. Był zimny, sinoblady, a pielęgniarz nie mógł pobrać mu krwi.

W ciszy prosiłam św. Szarbela, św. Jana Pawła II, nasze dzieci, które przed laty utraciliśmy, oraz wszystkich świętych o cud uzdrowienia Jurka, jeżeli taka jest wola Boża. Po krótkiej chwili otrzymaliśmy znak miłości Bożej. Mąż zaczął robić się ciepły, nabrał kolorów, udało się pobrać od niego krew do badań. Jednak ponownie oddychał za niego respirator.Pozwolono nam jeszcze chwilę być przy jego łóżku. Pobłogosławiłyśmy go olejami św. Szarbela i odmówiłyśmy Koronkę do miłosierdzia Bożego. Mąż żył, ale wyniki i rokowania były bardzo złe. Przeszedł udar mózgu i sepsę.

Gdy Jurek 16 października trafił na OIOM w stanie krytycznym, powiedziałam córce, że bardzo brakuje mi olejów św. Szarbela. Tego dnia wiele osób prosiłam o modlitwę w intencji uzdrowienia męża. Na mój apel zareagowała również siostra Miriam, która od razu odwiedziła nas w szpitalu. Łzy popłynęły mi po policzkach, gdy ku mojemu zaskoczeniu siostra przekazała nam oleje św. Szarbela. Wtedy powiedziałam jej to, co wcześniej mówiłam córce.

Siostra odpowiedziała, że Boża Opatrzność czuwa nad nami i ją do nas przysłała. Od tego momentu codziennie błogosławiłam męża świętymi olejami. Gdy odmawiałam przy łóżku szpitalnym koronkę, mąż mój, mimo że był w śpiączce, modlił się ze mną, wyraźnie ruszał ustami. Jego rodzona siostra, gdy to zobaczyła, rozpłakała się. Dzień w dzień wiele osób uczestniczyło wraz ze mną w Eucharystii.

Chcę jeszcze dodać, że po jednej z Mszy św. odprawionych w intencji o uzdrowienie męża dostałam od przyjaciół relikwie św. Jana Pawła II. Po uzgodnieniu tego z lekarzem z szacunkiem wniosłam je na oddział intensywnej terapii. Przyłożyłam relikwie Jurkowi do ust, po czym pobłogosławiłam go olejami św. Szarbela.

Wieczorem 8 listopada mąż wybudził się ze śpiączki farmakologicznej. Oddychał samodzielnie, lekko wspomagany tlenem przez nos. Otworzył oczy i spojrzał na mnie. Jakaż była moja radość! Czułam, że mnie poznał – na mój widok lekko się uśmiechnął. Kolejnego dnia Jurek został przewieziony na oddział kardiologii. Zaczęliśmy błogosławić się nawzajem olejami św. Szarbela i modlić się razem.

Po pewnym czasie mąż zaczął niewyraźnie mówić, ale można już było go zrozumieć. Był świadomy, że leżał w śpiączce, nie miał jednak poczucia czasu. Rozumiał wszystko, co się do niego mówiło. Po mniej więcej tygodniu od wybudzenia pojechał do szpitala rehabilitacyjnego. Po rehabilitacji mąż chodził już samodzielnie. Lekarze byli pełni zachwytu. Tak naprawdę wiedzieli, że po ludzku było to niemożliwe.

Jeden z doktorów szczerze powiedział mężowi, że gdy trafił na OIOM, byli przekonani, iż nie przeżyje więcej niż cztery dni. My wiemy, że Pan Bóg uzdrawiał Jurka za przyczyną św. Szarbela. Po powrocie ze szpitala mąż zaczął opowiadać, co przeżył, będąc w śpiączce. Na początku czuł, że leży przygnieciony pod ciągnikiem samochodowym z bardzo niskim zawieszeniem. Po pewnym czasie został uwolniony i leżąc na łóżku, ujrzał starca w kapturze z brodą. Mężczyzna codziennie wieczorami przychodził do niego i kładł się naprzeciw, pilnując go.

Cały personel medyczny obchodził go tak, aby go nie nadepnąć. Ponadto z boku po prawej stronie łóżka leżało dwoje niemowląt (myślimy, że były to nasze dzieci, które przed laty utraciliśmy).

W czasie gdy Jurek opowiadał tę niezwykłą historię, wzięłam do ręki czasopismo „Miłujcie się!”, gdzie na okładce był wizerunek św. Szarbela. Mąż spojrzał na niego i bez wahania stwierdził, że to jest właśnie ten starzec, którego codziennie widywał wieczorami.

Pragnę nadmienić, iż Jurek wcześniej nie znał św. Szarbela i nie słyszał o nim w ogóle. Obecnie mąż cieszy się zdrowiem. Jesteśmy świadomi, że został cudownie uzdrowiony dzięki modlitwie wielu ludzi, a przede wszystkim przez wstawiennictwo św. Szarbela.
Magdalena z Chodzieży
źródło: milujciesie.org.pl