Uwolnienie od panicznych lęków – świadectwo

leczenie depresji, stanów lękowych

Kryzys psychiczny u dzieci i młodzieży, stany lękowe, depresyjne, a nawet samobójstwa, mamy na porządku dziennym. Wizyty u psychologów i psychiatrów stały się niemal modne. Wiele osób trafia do zakładów psychiatrycznych na leczenie. Skąd jest tak wielu pacjentów, skoro dziś najmłodsze pokolenie ma lepiej, niż starsze roczniki?

Zachęcamy do przeczytania świadectwa osoby, która doświadczyła kryzysu emocjonalno – nerwowego.

Przechodziłam załamanie nerwowe, kryzys emocjonalny, ogarniało mnie poczucie wyobcowania, miewałam potworne lęki. Czasem bałam się nawet, że sama mogę sobie zrobić krzywdę. Ten okropny, przerażający stan zrozumieją tylko osoby, które same doświadczyły kiedyś takiego załamania. Z uwagi na to, że już drugi raz byłam w takim kryzysie, obawiałam się, że tym razem poniosę ostateczną klęskę i zachoruję psychicznie.

Mój lęk narastał, aż w końcu stał się aż tak ogromny, że zaczęłam się bać samej wychodzić z domu. Moja rodzina miała obawy, iż całkowicie odizoluję się od normalnego świata i funkcjonowania w codzienności. Starałam się przełamać ten lęk, ale najczęściej tuż przed samym wyjściem z domu, zawracałam. Lęk w tamtym czasie był silniejszy ode mnie.

Wizyty u psychologów
W tamtym czasie miałam za sobą kilka wizyt u psychologów, którzy twierdzili, że sama muszę sobie pomóc. Niestety, nie potrafiłam już nic z tym zrobić, moja nadzieja na wyzwolenie się z tego stanu stopniowo gasła. Jednak Pan Bóg o mnie nie zapomniał! Dzięki wytrwałej modlitwie, zwłaszcza mojej mamy, powoli zaczęło się dla mnie pojawiać światełko w tunelu; poczułam, że Bóg wkracza ze swoją pomocą. W tym okresie moja mama codziennie i wytrwale adorowała Najświętszy Sakrament i modliła się na różańcu. Zaczęłyśmy też obie szukać pomocy u osób posługujących modlitwą wstawienniczą w kościołach, podczas Mszy św. z modlitwą o uzdrowienie.

Pewnej niedzieli
W niedzielę byłyśmy na modlitwie w kościele Dominikanów na warszawskim Służewiu. W czasie Mszy padło słowo, które konkretnie dotyczyło mojej sytuacji. Zrozumiałam, że to sam Pan Bóg w konkretnym słowie dał mi nadzieję na to, że mój stan nie jest wynikiem żadnej choroby psychicznej, czego tak bardzo się bałam , bo taka myśl paraliżowała mnie wewnętrznie. Słowo Jezusa jest dla mnie czymś niezawodnym: skoro sam Pan Bóg zna mój problem i jednocześnie tak precyzyjnie go określa, to rodzi się nadzieja dla mnie.

W końcu zrozumiałam
W tamtym czasie zrozumiałam, jak ważną i wielką wartością jest nadzieja, nadzieja na lepsze jutro, na poranek Zmartwychwstania w życiu każdego człowieka, w moim życiu. W tym czasie Pan Bóg poprowadził nas również do osoby, która w sposób szczególny posługuje modlitwą wstawienniczą. (…) Kiedy w klasztorze Bonifratrów uzyskaliśmy do niej kontakt, od razu tam zadzwoniłam, a następnego dnia już byłam na modlitwie. Stopniowo w moim sercu rodziła się nadzieja. Było coraz lepiej.

Chcę jednak zaznaczyć, że sama modlitwa w takich sytuacjach nie wystarcza. My z mamą chodziłyśmy niemalże codziennie na Eucharystię, podczas której zawsze oddawałam Jezusowi miniony dzień i prosiłam o Jego miłość oraz o siłę na każdy kolejny. I prawdziwie otrzymywałam tę miłość w spojrzeniu zarówno na samą siebie, jak i na drugiego człowieka.

Dzięki temu z osoby, która była jakoś wyalienowana, powoli zaczęłam stawać się otwarta, znajdować przyjaciół. Myślę, iż jest to tak, że sam Pan Bóg przemienia człowieka – i dopiero gdy On jest na pierwszym miejscu, znajdujemy przyjaciół oraz to wszystko, czego nam potrzeba.

Było jeszcze wiele modlitw nade mną, również grupa wstawiennicza wraz z księdzem modliła się za mnie. Pan Bóg krok po kroku przemieniał moje myślenie oraz wlewał do mojego serca i umysłu pokój, światło i nadzieję. Jestem Bogu wdzięczna za to, co mi uczynił: że mnie uwolnił i uzdrowił. Pan Bóg przyszedł mi z pomocą, gdy już gasła nadzieja – nie tylko moja, ale i najbliższych mi osób oraz specjalistów – że kiedykolwiek będzie dobrze.

Niech będzie uwielbiony Pan Bóg wszechmogący
To Jezus Chrystus mnie uratował i dał mi nowe życie, nową jakość życia. Naturalnie dziś moje życie nie jest sielanką; przyszły nowe, inne problemy, ale tamto doświadczenie nauczyło mnie, że Bóg może wszystko uzdrowić i odmienić na dobre. Zawsze kiedy jest mi trudno, przypominam sobie tamten okres, trapiące mnie wówczas trudności, ale też łaskę wiary, jaką wtedy otrzymałam, i poczucie, że wszystko zależy od Boga, tylko trzeba Mu prawdziwie zawierzyć i oddać samych siebie oraz całe nasze życie, a On się zatroszczy o dobro dla nas.

Czasem Pan Bóg każe czekać, zanim przyjdzie z wyraźną pomocą, i już się nam wydaje, że wszystko stracone – a On jednak zawsze nas ratuje i nigdy nie zawodzi.

Jestem wdzięczna Bogu za ludzi, których postawił na mojej drodze, za ich modlitwę. To doświadczenie nauczyło mnie również tego, jak cenna jest obecność drugiego człowieka obok nas. Szczególnie warto jest o tym pamiętać w dzisiejszych czasach, w których króluje pośpiech, konsumpcjonizm oraz przedmiotowe podejście do drugiego człowieka.
Chwała Panu Bogu! Alleluja!
Małgorzata
źródło: milujciesie.org.pl