Po pomoc tłumnie do Matki Bożej Nieustającej Pomocy

Maryja nieustannie przychodzi z pomocą swoim  dzieciom. Pan Jezus najchętniej pomaga tym, co proszą przez Jego Matkę. Nie potrafi wtedy odmówić. Wiele zachowanych świadectw mówi o tym, że są to nie tylko uzdrowienia fizyczne, ale także duchowe. Przytoczmy kilka:

„Niniejszym stwierdzam, iż w pierwszych dniach lipca 1896 r. zawezwany do umierającego dziecka Stasia Michalskiego, zastałem go bez nadziei. Lekarz obecny orzekł, iż najwięcej dwie godziny może żyć. Ofiarowałem go Matce Bożej Nieustającej Pomocy na Kastelówce i św. Ignacemu w naszym kościele. W czasie nowenny przyszedł zupełnie do zdrowia. 30 IX 1898 r. ks. Alfred Wróblewski”.
„Podziękowanie Matce Bożej Nieustającej Pomocy za otrzymane łaski, a szczególnie za łaskę dla kuzyna, który nie spowiadał się 18 lat. Gdy wpisano go do bractwa Matki Bożej Nieustającej Pomocy i zgodził się włożyć na siebie szkaplerz, wkrótce odprawił spowiedź i przyjął Komunię Świętą i czuje się najszczęśliwszym z ludzi. Lwów 12 listopada 1898 roku”.

Cudownie ocalony
Niezwykłe świadectwo ocalenia za przyczyną Matki Bożej Nieustającej Pomocy złożył w czerwcu 1942 roku lwowianin Stanisław Strycharski.

„Zawsze miałem szczególne nabożeństwo do Matki Boskiej Nieustającej Pomocy w kościele Karmelitanek Bosych we Lwowie przy ul Potockiego” – wyznawał w swoim świadectwie Strycharski. „Szczerze przyznam się, że w czasie egzaminów więcej siedziałem w kościele i modliłem się do Marki Przenajświętszej niż nad książką” – podkreślał, dodając, że zawsze egzamin zdawał i w cztery lata ukończył uniwersytet.

23 marca 1940 roku Stanisław Strycharski został aresztowany przez sowieckie NKWD. Wspominał, że od pierwszego dnia uwięzienia oddał się w zupełności łasce i opiece Matki Przenajświętszej. „Nie miałem śledztwa bardzo ciężkiego, nie zachorowałem ani razu, ani też nie załamałem się na duchu” – napisał w świadectwie.

W więzieniu lwowianin nie zapomniał o zbliżającej się uroczystości Matki Bożej Nieustającej Pomocy. 19 czerwca 1941 roku rozpoczął odprawiać nowennę „w intencji o rychłe połączenie się z całą rodziną na wolności”. Odmawiał modlitwy: „Ojcze nasz”, 10 „Zdrowaś Maryjo” oraz „Pod Twoją obronę”.

W nocy miał niezwykły sen. Śniło mu się, że w obchodzoną 27 czerwca uroczystość ku czci Matki Bożej, modli się w kościele karmelitanek bosych. Nazajutrz Niemcy zaatakowali Związek Sowiecki. Początek wojny niemiecko-sowieckiej zastał Strycharskiego w więzieniu zwanym potocznie „brygidkami”. Gmach ten służył od końca XVIII wieku jako więzienie. Okres, który wspomina autor świadectwa zapisał się w historii tego miejsca niezwykle krwawo. Funkcjonariusze NKWD, którzy początkowo panicznie opuścili więzienie w nocy z 23 na 24 czerwca 1941 roku rano powrócili i wymordowali prawie wszystkich więźniów.

Pacyfikacja trwała kilka dni. „Dnia 27 czerwca wywołują mnie i prowadzą pod numer 43 – pisał Strycharski. „Stąd zabierają po dwóch więźniów na rozstrzelanie. Po chwili wszedł NKWD-zista i odczytał około 17 nazwisk na literę »S«, między innymi moje nazwisko. Przede mną odczytano nazwisko Storożyńskiego” – wspominał.

Co kilka minut oprawcy zabierali z sali po dwie osoby. „Wreszcie czuję, że nadchodzi na mnie już kolejka, więc zabieram swój worek i chcę wyjść na korytarz. »Kak familia?« – pada pytanie. Mówię swoje nazwisko. »I szo nie na was wremia« – odpowiada czekista. Zabiera dwóch innych na literę »S« – czytamy w pisemnym świadectwie. Kiedy enkawudzista wrócił historia się powtórzyła, Strycharski, przekonany, że tym razem już na pewno przyszła kolej na niego, podszedł do drzwi, ale ponownie funkcjonariusz nakazał mu pozostanie w celi.
„Wreszcie biorą Storożyńskiego. Teraz już nie ulega najmniejszych wątpliwości, że ja muszę być zabrany. Ku mojemu zaskoczeniu – stał się cud Boski. Na Storożyńskim skończyło się zabieranie więźniów na literę »S«. Za 24 godziny byłem już w domu na wolności. Na drugi dzień mogłem już osobiście podziękować Matce Bożej w kościele ss. Karmelitanek Bosych za ten wielki cud uratowania mi życia” – napisał Stanisław Strycharski rok później.

Odmawiajmy chociaż w każdą środę, modlitwę  do Matki Bożej Nieustającej Pomocy, pamiętając by dziękować za wszystko.

Nawet w trudnych problemach finansowych biegnijmy do Matki Chrystusa. Kto jak nie Ona nas zrozumie? Kocha nas mimo wszystko, ale okażmy wdzięczność.

Modlitwa o pomoc w sprawach materialnych

Maryja nieustanie czeka na swoje dzieci, by zsyłać na nie swoje łaski, także pomoc materialną;

Matko Boska Nieustającej Pomocy! Przekonani o Twej gotowości przyjścia nam z pomocą nie tylko w duchowych lecz i doczesnych potrzebach naszego życia, zwracamy się do Ciebie, nasza Droga Matko z pokornym i uniżonym sercem.
Ożywieni dziecięcym zaufaniem względem Twej dobroci i potęgi, ośmielamy się prosić o wsparcie w naszych kłopotach materialnych, z którymi na skutek niepomyślnego zbiegu okoliczności, nie możemy sobie poradzić. Nie pożądamy bogactw, lecz błagamy jedynie o pomoc w rozwiązaniu podstawowych problemów naszego życia zgodnych z wolą Twoją.

Wierzymy, potężna Matko Boga, że Jesteś Królową nieba i ziemi oraz narzędziem nieskończonej dobroci Twego Boskiego Syna Jezusa Chrystusa, że mocą tej wspaniałej godności wszelkie stworzenie podlega Twej Matczynej władzy.

Wierzymy, że Jesteś nie tylko bogata i hojna, lecz także niezrównanie dobra i życzliwa dla wszystkich kochających Cię czcicieli. Racz wesprzeć nas Maryjo w naszych doczesnych potrzebach, które obecnie nas gnębią, a będziemy wdzięcznym sercem głosić chwałę Twoją. Amen.
źródło: cudajezusa.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *